czwartek, 4 października 2018

Hirombe

W ramach odpoczynku od tematów o przeprawach garderobianych, postanowiłam Wam pokazać udzierg, który jeszcze na blogu nie gościł, a powinien!

Wydziergałam tę czapkę niemal rok temu, w listopadzie. Chciałam mieć coś cieplejszego, bo moja dotychczasowa faworytka (mimo jej wielu zalet) była nieco za cienka na te najzimniejsze dni. A być może po prostu zracjonalizowałam sobie potrzebę posiadania kolejnej czapki, bo wzór Hirombe strasznie mi się podobał i po prostu musiałam ją mieć? Tak też mogło być :)



Sam wzór nie wpadł mi jakoś szczególnie w oko, dopóki nie zobaczyłam tej wersji na ravelry. Bardzo lubię oglądać projekty tej dziewczyny i często do niej zaglądam, bo jej dorobek dziewiarski jest bardzo spójny i przyjemnie inspirujący. 



  

Swoją czapkę zdecydowałam się zrobić z połączenia moheru i nieco grubszej (jak na moje standardy) wełny. Miała być gruba, mięsista i ciepła i wszystko to udało się osiągnąć. Uwielbiam ją! 

Dane techniczne

Wzór: Hirombe
Druty: 3.5 mm na ściągacz, 4.0 mm reszta
Włóczka: Life In the Long Grass (Irish Black) i Rowan Kidsilk Haze (Wicked)
Zużycie: 0.6 motka jednej i drugiej 

Czapka jest na tyle uniwersalna, że pasowała mi zarówno do puchowej kurtki jak i do mojego hipsterskiego pstrokatego płaszcza (w niebiesko-białe kropki boucle). Napisałam "pasowała" bo oba moje okrycia niestety się skończyły. W sumie kończyły się od dawna ale w poprzednim sezonie nie znalazłam w sklepach nic, kompletnie nic, co by mi pasowało jako zamiennik, donosiłam je więc do końca, aż się rozleciały ;) Na szczęście na ten sezon udało mi się znaleźć dwa nowe płaszcze, z którymi ta czapka również zadziała. Jeden jest elegancki, klasyczny i odpowiednio biznesowy, żeby nie czuć się jak kopciuch na zagranicznych delegacjach. Za to drugi ma męski krój, obniżoną linię ramion (och tak! uwiebiam!) i wygląda trochę jak płaszcz bezdomnego. Czuję się w nim prześwietnie, będzie idealnie pasował do moich codziennych wyjść po ziemniaki i na siłownię*. 

Jesień to mój ulubiony sezon odzieżowy i już nie mogę się doczekać! Nic tak nie cieszy jak nowe i stare swetry, szaliki, czapki i wełniane płaszcze. Wszystkie moje udziergi zostały już wyciągnięte z toreb, przewietrzone i teraz prostują się powoli na wieszakach w szafie. Jestem ciekawa jak u Was przebiegają przygotowania do jesieni. Wszystko już gotowe na nowy sezon? :)


*[edit] Mój szanowny małżonek żachnął się po przeczytaniu tego fragmentu, gdyż, jak twierdzi, wprowadzam czytelniczki w błąd jakobym chodziła na siłownię codziennie. Toteż gwoli sprostowania: fragment 'codzienne wyjścia' został użyty w znaczeniu przeciwieństwa wyjść do pracy/delegacji biznesowych, innymi słowy wszystkich tych wyjść, które można uskuteczniać w swetrze i dresie. Na siłownię chodzę czasami, jak mi się przypomni (czego wielce żałuję i obiecuję poprawę!).

piątek, 28 września 2018

Jak budować zrównoważoną garderobę

Bardzo cieszy mnie Wasz odbiór mojego poprzedniego posta i wszystkie komentarze i prywatne wiadomości! Widząc Wasze zainteresowanie poruszonym przeze mnie tematem pomyślałam, że mogłabym porwać się na serię wpisów o moich próbach budowania zrównoważonej garderoby i zasadach im towarzyszących. Będzie trochę ogólnie, trochę o dziewiarstwie ręcznym i o tym jak staram się to wszystko ze sobą połączyć w sensowną całość. Temat zahacza niebezpiecznie o generalnie rozważania o modzie i stylu, wydaje mi się jednak że nie powinnyśmy rozgraniczać tematu budowania garderoby jako takiej i dziewiarstwa - nasze udziergi są, tudzież powinny być, integralną częścią naszej szafy i naszego codziennego stylu, i jako takie powinny być analizowane. 

Od razu na wstępie małe sprostowanie: nie jestem, nie czuję się i nie aspiruję do bycia autorytetem w dziedzinie budowania personalnego stylu czy tak zwaną blogerką modową (a żałuję, bo to bardzo opłacalne zajęcie i dostaje się za darmo ciuszki!). Mimo że wpisy przybiorą formę poradnika, nie jest to ani wyczerpujące ani jedyne właściwe podejście do tematu. Wszystko to co poniżej jest wypadkową moich własnych przemyśleń, czerpania z (ale nie ścisłego podporządkowania się!) koncepcji garderoby w kapsułce (capsule wardrobe), zrównoważonej mody (slow fashion) czy i moich prywatnych, minimalistycznych dążeń. Chciałabym, żeby te wpisy były platformą dla Was, do wymieniania uwag i swoich sposobów na pogodzenie rękodzielniczych zapędów z koncepcją zrównoważonej, przemyślanej szafy.


Sweter Melanie


Bardzo chciałabym zacząć od konkretu i pisać już o bazach i kolorach i przyjrzeć się dzianinie z bliska, obawiam się jednak, że zanim to nastąpi potrzeba odrobiny teorii, do której będę się zresztą potem odnosić. Na dziś zaplanowałam wstęp do budowania zrównoważonej garderoby i zbiór zasad, z których sama korzystam. Dalsze posty będą pojawiać się, mam nadzieję, co tydzień, jednakże jestem ludem pracującym, dotyczą mnie zasady ograniczonego czasu i weny, więc zobaczmy jak to będzie. 


Jak budować zrównoważoną garderobę? 

Poradników i blogów na ten temat jest w internetach cała masa, jednak te najbardziej znane koncepcje były dla mnie zbyt ekstremalne, by przyjąć je w całości. Marie Kondo do mnie nie przemawia, gdyż na samą myśl o rozmawianiu i wyznawaniu uczuć swoim ubraniom ogarniał mnie dziki śmiech, doceniam jednak sam pomysł na to, jak powinno się robić porządki w domu. Podoba mi się idea capsule wardrobe, jednak mam do niej zastrzeżenia czysto zdroworozsądkowe (po co się ograniczać do 10/15 rzeczy tygodniowo?) i praktyczne (jak organizować pranie, żeby one były wszystkie czyste wtedy kiedy potrzebuję?). Przoduje ona jednak jeśli chodzi o maksymalne wykorzystanie tego co mamy w szafie - wszak jeden (odpowiedni!) sweter można wystylizować tak, by stworzyć 5 zupełnie innych zestawów a mając taką łatwość w ubieraniu się, oszczędza się czas i pieniądze. 

Myślę, że do każdego takiego poradnika, jak również poniższej listy, trzeba podejść z głową, wybrać co się komu podoba i nie zamartwiać się punktami, których nie jesteśmy w stanie zrealizować. Uwaga! Jeśli dobrze czujesz się ze sobą, tym co nosisz i jak wygląda twoja szafa a zjawisko porzuconych, nienoszonych udziergów jest ci obce, to nie musisz czytać poniższego poradnika, bo osiągnęłaś to, do czego wiele z nas wciąż dąży :)


1. Punkt pierwszy budowy zrównoważonej garderoby - określ swój styl

Wiem jak to górnolotnie brzmi ale prawda jest taka, że jest to najmniej bolesny ze wszystkich punktów. Otóż własny styl jest jak dupa - każdy ma swój. To co odróżnia jednych od drugich to świadomość tego stylu i praca nad nim. Niektórym - uzdolnionym estetycznie lub artystycznie duszom - przychodzi to z łatwością, inni muszą się mniej lub bardziej namęczyć, jednak on gdzieś tam w Tobie jest i czeka na wydobycie! Musisz go po prostu odnaleźć i nazwać pewne właściwości, jakie rządzą się twoim dotychczasowym stylem ubierania. Żeby to zrobić, warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań:

- Jak lubię się czuć i wyglądać?
- Jakiego typu ubrania/ kolory/kroje noszę najczęściej? 
- Jakich ubrań nie lubię nosić i dlaczego?
- Jak wygląda mój standardowy dzień? Jakie ubrania sprawiają, że czuję się dobrze ubrana i komfortowo ze sobą przez cały dzień?

Obeznanych z angielskim odsyłam do bardzo użytecznego poradnika Style Bee - Define your style in 5 simple steps, gdzie znajdziecie bardziej rozwinięte narzędzie i wskazówki do definiowania własnego stylu. 

Bądź ze sobą szczera. Nie wrzucaj szpilek na pierwsze miejsce listy swoich ulubionych ubrań, jeśli na co dzień biegasz między pracą, sklepem i żłobkiem a buty na obcasie miałaś ostatnio na sobie na chrzcinach bratanka 2 lata temu. To codzienne wybory i to jak wyglądamy w naszej 'zwyczajnej' wersji najwięcej mówią o naszym stylu i to swoją codzienną szafę powinnaś skomponować na początku.


2. Nie myl podziwu z inspiracją

Innymi słowy, nie myl tego jak chciałabyś móc wyglądać z tym, jak chciałabyś wyglądać. Każda z nas podlega ograniczeniom własnego ciała i trybu życia jaki prowadzimy. Mamy różne tusze, różne karnacje i różne aktywności rządzą naszym dniem. Nie podążaj ślepo za trendami i nie kopiuj stylu ubierania innych ludzi jeden do jednego. Jeśli spróbujesz, szybko się okaże, że jest po prostu niemożliwe. Nawet jeśli kupisz/wydziergasz identyczne rzeczy, jak osoba, na której się wzorujesz, nie będziesz wyglądać tak samo a możliwe, że gorzej, bo nie dostosowałaś kroju czy koloru ubrań do swojego wyglądu.

Posłużę się przykładem obrazkowym z Ravelry. Na górze zdjęcie 'jak chciałabym móc wyglądać'. Na dole zdjęcie 'jak chciałabym wyglądać' czyli styl, którym się inspiruję i do którego aspiruję. 

@Andrea Mowry

@PetiteKnit

Udziergi Andrei są kwintesencją jej bardzo specyficznego stylu, którym niewiele z nas powinno się tak naprawdę inspirować. Ona sama wygląda fantastycznie w neonowych kolorach i pstrokatych dzianinach ale są one częścią większej całości - odważnej fryzury i makijażu dostosowanego do wieku i rysów twarzy, finezji licznych tatuaży itd. Niewiele kobiet jest w stanie udźwignąć taki styl i nie ma  w tym nic złego, bo nie jesteśmy modelkami domu mody Versace ani hipsterską ranczerką z Nebraski, która zawodowo hoduje kaktusy, tylko normalnymi ludźmi biegającymi za autobusami, żeby zdążyć do swojej pracy biurowej, gdzie ani tak wyglądać nie można, ani się nie powinno. 


3. Zrób porządki w szafie i bezwzględnie pozbądź się rzeczy, w których nie chodzisz

To jest naprawdę ważny punkt w całym planie reanimacji garderoby i wydaje mi się, że jest istotne, by zastosować go do całości naszego stanu posiadania, czyli regularnych ubrań, butów, akcesoriów i naszych własnych udziergów (jak również i włóczek)!

Pozbądź się wszystkiego, co:
- jest zniszczone
- jest za małe (nie, nie schudniesz już do tych spodni, a nawet jeśli, to w nagrodę kupisz sobie nowe!) 
- nie pasuje do ciebie (ma zły kolor, nie pasuje do karnacji, nie pasuje do twojego stylu)
- sprawia ci dyskomfort podczas noszenia (gryzące swetry, koszule za małe w ramionach, cisnące buty) lub sprawia, że wyglądasz niekorzystnie w swoich własnych oczach (pogrubia, powiększa, skraca)

Z doświadczenia wiem, że to jest najtrudniejsze zadanie, szczególnie jeśli ma się wiele rzeczy w fantastycznym stanie, które kiedyś wydziergałyśmy, kupiłyśmy lub dostałyśmy w prezencie, obiektywnie ładnych lecz po prostu nie w naszym stylu. Jeśli masz absolutne opory, by się ich pozbyć, odłóż je na osobną kupkę (do osobnej szuflady, szafy) poza zasięg wzroku i wróć do nich w nowym sezonie, po 6 miesiącach lub po roku. Najprawdopodobniej ani razu ich w tym czasie nie założysz (a może nawet o nich nie pomyślisz?) i łatwiej się będzie rozstać. 

Udziergi, w których nie chodzisz, oddaj osobom, które docenią ręcznie robiony prezent lub przerób (jeśli to możliwe i zasadne). Resztę sprzedaj (rzeczy nowe, w dobrym stanie, unikaty), oddaj lub wyrzuć. Włóczki, których nie wykorzystasz, sprzedaj - będziesz miała pieniądze na nowe ubrania i wełnę, które będą bardziej odpowiadać twoim potrzebom i stylowi. 


4. Odkryj to, co już masz i zbuduj bazę

Zapoznaj się ze stanem swojego posiadania po gruntownych porządkach. Odkryjesz wtedy, że tak naprawdę nic nie straciłaś. Genialna zasada Pareto (80/20) znajduje również odzwierciedlenie w naszych nawykach ubraniowych. Najprawdopodobniej przez 80% czasu nosisz około 20% swoich ubrań, szczególnie jeśli nie masz nawyku przeprowadzania sezonowych porządków w szafie. Teraz będziesz nosić te same ubrania, ale łatwiej Ci je będzie znaleźć i ze sobą łączyć. Nieużywane ubrania nie będą cię już rozpraszać i wywoływać wyrzutów sumienia. 

Szybko odkryjesz, czego jakich ubrań ci brakuje, żeby tworzyć codzienne zestawy. Rzeczy, których braki odczuwasz najbardziej, to jest tak zwana baza. Najczęściej są to ubrania w naturalnych kolorach, o wszechstronnym zastosowaniu - szary pulower, beżowy kardigan, czarny golf... Stwórz listę brakujących elementów i zabierz się do dziergania / na zakupy. 

Po bardziej szczegółową listę odsyłam do książki Kasi Tusk - Elementarz stylu. Kasia stworzyła listy podstawowych ubrań, które powinny się znaleźć w każdej szafie w zależności od okazji (na co dzień, na biznesowe spotkanie, na wypad za miasto, na wielkie wyjście). Bardzo lubię tę książkę i często do niej wracam, kiedy mam poczucie, że odstępuję od obranej ścieżki i znów kupuję niezbyt potrzebne rzeczy. 


5. Uzupełniaj braki z rozsądkiem

Bardzo ciężko jest robić zakupy trzymając się ściśle naszej listy. Czasami zapomina się o jej istnieniu, czasami jakiś kolorowy ciuszek czy włóczka skusi nas tak bardzo, że się zagalopujemy i znów kupimy coś odjechanego, co zupełnie nam nie pasuje do codziennych zestawów. Jest jednak kilka zasad, którymi można się kierować, żeby ułatwić sobie cały proces i uchronić się przez nieprzemyślanymi zakupami:

- nie kupuj rzeczy, do której nie jesteś absolutnie przekonana - po prostu wyjdź z przymierzalni lub zostaw tę rzecz w koszyku sklepu internetowego i zamknij stronę. Założymy się że w 90% przypadków zapomnisz o niej następnego dnia? 

- nie kupuj pod wpływem impulsu - jeśli jakiejś rzeczy nie ma na twojej liście, odczekaj przynajmniej miesiąc lub dwa, zanim ją kupisz. Jeśli nadal o niej myślisz po dwóch miesiącach, najprawdopodobniej ci się przyda;

- przedkładaj jakość nad ilość - lepiej jest mieć jeden sweter z bardzo drogiego moheru niż trzy z moheru gorszej jakości, który cię mocno gryzie. Ten jeden, ukochany sweter będziesz nosić częściej, niż te trzy gryzące razem wzięte. Dobrej jakości rzeczy są drogie, ale z reguły są ładniejsze, wytrzymują dłużej, ładniej się starzeją (np. skóra, dżinsy) i w ostatecznym rozrachunku bardziej opłacalne;

- stosuj zasadę trójki - przy zakupie nowej rzeczy, włóczki na nowy projekt pomyśl o trzech różnych zestawach, jakie jesteś w stanie stworzyć z użyciem dotychczasowego stanu posiadania i ciuszka, który chcesz kupić/wydziergać. Jeśli pasuje ci tylko do jednej, jedynej spódnicy, nie kupuj go - pomyśl o czymś bardziej uniwersalnym.


6. Nie słuchaj innych ludzi i olej trendy

Powyższe porady prezentują prywatne poglądy ich autorki a nie prawdę o kosmicznym porządku wszechświata. Można się z nimi nie zgadzać i to też fajnie :) Jeśli się w czymś dobrze czujesz, to się w tym dobrze czujesz i już. Nikomu nic do tego. 

wtorek, 25 września 2018

Początki

Niecałe dwa lata temu odkryłam, że choć uwielbiam robić na drutach, odkrywać nowe wzory, włóczki i techniki, choć kończę przynajmniej jeden udzierg miesięcznie, to jednak jedyną rzeczą mojego własnego wykonania, noszoną przeze mnie w miarę regularnie jest zwykła czarna czapka. Zaczęłam się nad tym zastanawiać, również w kontekście finansowym - czy to przypadkiem nie jest zbyt drogie hobby, skoro czerpię radość jedynie z procesu tworzenia a nie późniejszego użytkowania swoich prac? I w takim razie jak się do tego odnieść? Przestać? Sprzedawać? Robić na zamówienie? Żadne z tych rozwiązań szczególnie do mnie nie przemawiało...

Zaczęłam przyglądać się temu co noszę, czego nie noszę i dlaczego. Zbiegło się to w czasie z rosnącą popularnością koncepcji 'capsule wardrobe', odpowiedzialnej mody czy zachowań konsumenckich w ogóle, ograniczania tego co ma się w szafie do rzeczy o perfekcyjnym kroju i dopasowaniu, z dobrej jakości materiałów, słowem przekładania jakości nad ilość. Poświęciłam troszkę czasu na zdefiniowanie osobistego stylu (jak to szumnie brzmi!), tego jak noszę się na co dzień i jak mój codzienny styl powinien kształtować też i dzianą część mojej garderoby. 


Myślę, że każdy rękodzielnik przechodzi przez to samo - próbowanie nowych technik, wzorów, materiałów sprawia niesamowitą frajdę. Świetnie jest móc odkrywać piętnaście tysięcy sposobów na kształtowanie rękawa, sprawdzanie się w brioszkach czy żakardach, odpowiadania na przeróżne trendy kolorystyczne... Łatwo się w tym jednak pogubić i stracić z oczu podstawowy cel własnej prac... Ostatecznie, jako rękodzielnicy, wykonujemy rzeczy użytkowe a ich ideą jest służenie nam na co dzień. Posiadanie szafy pełnej swetrów do patrzenia nie cieszy tak jak szafa pełna swetrów do noszenia, wręcz frustruje, że dobrej jakości wełna się ot tak po prostu marnuje...

Stworzyłam ten blog jako miejsce do dzielenia się moimi przemyśleniami na temat prób odnalezienia własnego dziewiarskiego stylu i pogodzenia tego hobby z koncepcją garderoby w pigułce. Dziergam teraz mniej, więc i posty będą pojawiać się rzadziej ale mam nadzieję na Wasze zaangażowanie i dyskusje pod postami. Jak pisała ostatnio Marzena, to komentarze konstytuują blog. Bez Waszych wpisów to miejsce zmarnieje, podobnie jak poprzednie... 

Mój stary blog zostanie niedługo wyłączony, jednak nie wszystko znika wraz z nim. Żeby nie było zbyt pusto, przeniosłam tutaj posty dotyczące udziergów, które szczególnie lubię i często noszę. Przy okazji poprawiłam liczne błędy interpunkcyjne z oryginalnych wpisów... (ups!) ;)

Miłego czytania!


sobota, 31 marca 2018

Greenery

Poznajcie mój ulubiony sweter :)

Jest lekki i mięciutki jak chmurka, waży dokładnie 244 gramy i nie ma niczego przytulniejszego na świecie. Zrobiłam go w styczniu i od tej pory praktycznie z niego nie wychodzę. Sweter powstał na podstawie wzoru Melanie ale ze sporymi modyfikacjami - chciałam żeby przypominał krojem mój ukochany, znoszony już pulower. 





Ostatnio zakochałam się w ciemnych, mszystych odcieniach zieleni i uparcie dziergam jedynie w tym kolorze.

Sweter wydziergałam z wełny Colourmart Lace Merino grubości 3/44NM i Rowan Kidsilk Haze. Kolory świetnie się dopasowały a lekko lśniąca nitka Kidsilka dodaje swetrowi odrobiny luksusu. Na żywo dzianina robi świetne wrażenie. Włóczka Rowana była przyjemnym zaskoczeniem, spodziewałam się że będzie gryząca ale po kilku użyciach włóczka wyraźnie zmiękła i noszenie jej przy ciele nie jest już wielkim wyzwaniem.

Dane techniczne:
Wzór: Melanie z modyfikacjami
Mój projekt na Ravelry: Greenery
Druty: 3.25 mm na korpus i rękawy, 3.00 mm na ściągacze, 2.50 mm na kołnierz
Wełna: 2 nitki Colourmart Lace Merino 3/44NMG i jedna nitka Rowan Kidsilk Haze

Modyfikacje do wzoru: dziergałam Melanie w rozmiarze pomiędzy M i L. Przed połączeniem swetra pod pachami dodałam łącznie około 24 oczka, żeby sweter wyszedł nieco luźniejszy niż oryginał. Przy rękawach i na dole swetra zrobiłam regularny ściągacz 1:1. 



Uwielbiam go i na pewno zrobię takich więcej! :)

czwartek, 12 stycznia 2017

265 gramów puchatego luksusu

Tyle dokładnie waży mój nowy sweter. Jest milusiński, miękki jak kaczuszka i po prostu przepiękny. Napisałabym jeszcze trochę peanów na cześć wzoru i talentu jego autorki ale wydaje mi się, że zdjęcia mówią same za siebie!



Spodobała mi się prosta forma swetra i klasyczne ale ciekawe wykończenia w postaci podkładanego kołnierza i dolnego mankietu. Większość osób, które miały szansę oglądać mnie w tym swetrze, nie mogła uwierzyć, że zrobiłam go sama a nie kupiłam w sklepie - dzięki wyważonym detalom i nowoczesnemu krojowi sweter jest naprawdę "na czasie". Jestem pewna, że podobne w formie dzianiny można znaleźć w drogich dizajnerskich sklepach za grube hajsy. 






Nie widać tego na zdjęciach, ale zrezygnowałam z podszywania mankietów rękawów. Noszę je rozwinięte i tylko czasami podwijam - mimo braku jakiegokolwiek ściągacza czy specjalnego zakończenia oczek, prosty łańcuszek oczek prawych wygląda bardzo ładnie i pasuje do całości swetra. Ostatnio rękawy we wszystkich moich swetrach robię na długość przed nadgarstek. Jest bardzo wygodna i przestałam je w końcu podwijać i rozciągać.





Dane techniczne:

Strona projektu: Melanie
Wzór: Melanie autorstwa Marzeny Kołaczek
Włóczka: Lilou Merino Fingering Cold Snap + Julie Asselin Anatolia Echo
Zużycie: odpowiednio - niecałe 2 motki / 2.5 motka
Rozmiar: 100 cm
Druty: 3.75 mm na korpus i 2.5 mm na podwójne mankiety

Jak dla mnie ten sweter to kwintesencja luksusu. Jest w nim mój ukochany merynos od Lilou w przepięknym, chłodnym szarym kolorze i dodatkowa moherowo-jedwabna niteczka Anatolii. Większość moherowatych włóczek mnie niestety gryzie, więc obawiałam się i tego moheru ale okazało się, że niepotrzebnie. Anatolia jest miękka i cudownie wygląda połączona z inną wełną. Niestety bardzo się kłaczy no ale tak chyba mają wszystkie mohery. Nie można mieć wszystkiego...



wtorek, 6 grudnia 2016

Birch Bay

Dawno, dawno temu, we wrześniu, kiedy skończyłam ten sweter, Marzena była tak miła i zaproponowała mi jego sesję zdjęciową. Nie muszę chyba mówić, że byłam wniebowzięta, bo pewnie każdy kto widział zdjęcia Marzeny (ze mną włącznie), nie raz podziwiał i zazdrościł... Jakoś tak się złożyło, że na sesję zdołałyśmy się umówić dopiero pod koniec listopada... Jak powszechnie wiadomo, dwa stopnie na minusie i ostry wiatr to najlepsze warunki do robienia zdjęć! Ostatecznie nic tak nie spaja przyjaźni jak wspólne odmrażanie sobie tyłka pośrodku lasu :)

Wyniki współpracy kłody drewna (to ja) z artystyczną duszą (to Marzena) można podziwiać poniżej. Zdjęć będzie dużo, bo trudno mi było ich wszystkich nie pokazać. Marzena - pięknie Ci dziękuję za zdjęcia i całą Twoją pracę! 










Sweter wydziergałam z włóczki Cascade 220. Bardzo lubię tę wełnę. Jest, co prawda, nieco szorstka i zdecydowanie czuje się to na ciele ale ma niesamowity rustykalny wygląd, który pozwala osiągnąć odpowiedni efekt przy takich swetrach jak Birch Bay właśnie. Dwa lata temu wydziergałam z niej szalik i muszę powiedzieć, że przez ten czas włóczka ani trochę się nie zmechaciła a szalik wygląda na prawie nowy.


Dane techniczne:

Wzór: Birch Bay
Włóczka: Cascade 220 w kolorze 8401 Grey
Zużycie: 4.9 motka
Druty: 4.5 mm na korpus i ściągacz, 4.0 mm i 3.5 mm na rękawy oraz 3.5 mm na ściągacz przy dekolcie







Wzór jest godny polecenia, ścieg liści dębu jest niepowtarzalny i wygląda świetnie w gotowej dzianinie. Niestety, jak to zwykle z wzorami z Brooklyn Tweed bywa, wzór zakłada dzierganie swetra w kawałkach i zszywanie. Jedynie rękawy są nabierane po bokach i dziergane w okrążeniach. Generalnie powiedziałabym, że wzór jest bardzo wymagający, jeśli chodzi o używane techniki i na pewno nie nadaje się dla osób początkujących. Doświadczonym dziewiarkom nie sprawi problemu, ale nie ma tu zbyt wiele miejsca na bezmyślne, telewizyjne dzierganie - trzeba cały czas uważać na to, co się robi.

Przez chwilę zastanawiałam się nad tym, czy nie robić go w jednym kawałku ale doszłam do wniosku, że oversize'y dużo lepiej się układają, gdy są szyte i zdecydowałam się dziergać zgodnie ze wzorem. Nie czuję się dobrze w golfach, więc w mojej wersji go po prostu ominęłam.



To by było na tyle - jak Wam się podoba? :) 

środa, 3 lutego 2016

Co ten kaszmir?

W listopadzie kupiłam sobie całkiem pstrokaty płaszcz i zamarzyła mi się do niego zwykła, prosta czarna czapka. Poszłam z marzeniami nieco dalej i stwierdziłam, że skoro ma być prosta to niech sobie będzie luksusowa, a najlepiej kaszmirowa! A co :)

To był pierwszy raz, kiedy pracowałam z włóczką o składzie 100% kaszmir i z początku byłam bardzo rozczarowana - wcale nie wydawał się tak miękki i kaszmirowy jak można się po kaszmirze spodziewać... Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że nad kaszmirem trzeba trochę popracować - ponosić, pokiziać, pomemlać go, żeby zmiękł. A im dłużej noszony, memlany i kiziany, tym miększy się staje. Po kilku wielkich wyjściach moja czapka stała się mięciutka jak pupcia kaczuszki i tym samym awansowała na pozycję ulubionej w tym sezonie!




Nitka Solo Cashmere ma strukturę łańcuszka. Jeszcze z takiej nie dziergałam! Na Ravelry ta włóczka jest oznaczona jako grubość DK, co uważam za chybione. Czapkę przerabiałam na drutach 3.0 chyba tylko z lenistwa, bo włóczce przydałyby się druty 2.5 mm, więc moim zdaniem jest to najwyżej fingering. To też było lekkie rozczarowanie, bo planowałam nieco grubszą czapkę a ta jest całkiem cienka i wiotka ale szybko się do niej przyzwyczaiłam i teraz bardzo się kochamy!

Dane techniczne:

Wzór: Własne kombinacje inspirowane Simple Moss Stitch Hat
Druty: 3.0 mm i 3.5 mm
Włóczka: Lana Grossa Solo Cashmere 110
Zużycie: 35 gramów

Na początku wpadł mi do głowy pomysł, że wydziergam czapkę ściegiem ryżowym. Znalazłam na Ravelry dokładnie taki wzór jaki uwidział mi się w głowie ale próbka była zupełnie od czapy więc improwizowałam, zupełnie nie zwracając uwagi na wzór.

Najlepszym pomysłem na jaki wpadłam (i jestem z siebie bardzo, bardzo dumna) było pogrubienie ściągacza dodatkową nitką. Użyłam włóczki Filcolana Arwetta w kolorze czarnym. Pierwotnie zrobiłam to po to, żeby czapka była cieplejsza ale okazało się, że ten kaszmir w używaniu się rozciągnął. Musiałabym tę czapkę poprawić, gdyby nie to że Arwetta dzielnie chroni ściągacz przed deformacją :) Na ściągacz użyłam drutów (chyba) 3.5 mm a całą resztę dziergałam na trójkach, pojedynczą nitką kaszmiru.